Genialny pomysł to najtańszy element startupu
Pomysł jest tylko narracją, którą opowiadamy sobie i innym. Biznes wymaga natomiast budowy powtarzalnego, skalowalnego modelu wokół realnej potrzeby. Między jednym a drugim musi stanąć walidacja, czyli proces sprawdzenia, czy nasza narracja ma umocowanie w czymkolwiek poza naszą głową. Oczywiste? A jednak wiele kreatywnych osób próbuje ten etap ominąć.
Jeśli 90% pracowników nie zna strategii firmy – firma nie ma żadnej strategii
Grafik czy copywriter nie musi znać na pamięć pełnej analizy konkurencji ani modelu finansowego. Powinien jednak wiedzieć, do jakiej pozycji rynkowej zmierzamy, jakim klientom chcemy się podobać i co odróżnia nas od innych. Bez tego nawet jego praca staje się mechaniczna i miałka. Strategia jest dla każdego – tyle tylko, że poszczególne osoby potrzebują różnych jej wycinków.
Strategia to sztuka mówienia „nie” dobrym pomysłom
Odmawianie nadarzającym się okazjom nie jest czymś spektakularnym. Nie generuje newsów w mediach branżowych. Nie cieszy też działu sprzedaży. Jednak to właśnie odmawianie – wewnętrzne, zdyscyplinowane, oparte na świadomości nadrzędnego celu – decyduje o tym, czy nasz okręt za kilka lat zdoła przycumować do właściwej przystani.
Procesy, które po cichu zarzynają Twoją organizację
Nie każda czynność, którą wykonujemy w firmie, wymaga opisanego procesu. Jeżeli formalizujemy proces tylko po to, żeby był sformalizowany – żeby pojawił się w jakimś folderze bądź dokumencie – to najprawdopodobniej jest to proces zupełnie niepotrzebny.
Suplementacja, antybiotyk czy amputacja? Zacznij od diagnozy!
Kiedy średniowieczni medycy nie wiedzieli co robić, zalecali upuszczanie krwi. Gorączka? Upuść krew. Ból głowy? Upuść krew. Melancholia? Upuść więcej krwi. Biznes ma własną własne odpowiedniki upuszczania krwi. Zmiana lidera, nowa agencja, kolejna reorganizacja, korekta oferty – inwazyjne działania, które dają zarządom złudne poczucie sprawczości.
Technooptymizm, czyli o narzędziach do przepalania budżetu firmy
Technooptymizm ma określony rytm. Najpierw pojawia się nowe cudowne narzędzie. Potem przychodzi szum w mediach społecznościowych, wszyscy chcą je mieć, budżety puchną, wdrożenia ruszają. W końcu, po paru, najdalej parunastu miesiącach wychodzi na jaw, że zespół używa zakupionego narzędzia od święta, połowy funkcji nikt nie zna, a zwrotu z inwestycji trzeba szukać z lupą.